poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Od Sary Cz. 1

Idąc przez las, zauważyłam miasto. Oczywiście z ciekawości tam poleciałam.
- To chyba jakiś akademik czy coś w tym stylu. - przyznałam z ciekawością
Leciałam dalej, nic mnie tak nie poruszyło, co teraz. Zauważyłam, że ktoś mnie chwycił za szyję, to było potworne. Jednak kiedy się otrząsnęłam, byłam w klatce, a z ust człowieka usłyszałam :
- To jest jakieś dziwne zwierze, skrzydła ma.
Trochę mnie to poruszyło, więc zaczęłam się wyrywać, nie zważając na nic, co teraz się wydarzy. Jakiś gruby człowiek zaczął się do mnie dobierać. Oczywiście go pacnęłam i sobie poszedł. Coś mamrotał pod nosem, ale ja na to nie zważałam. Następnego dnia, oczywiście się to powtórzyło, lecz był to milszy pan od tego poprzedniego,powiedział, że chce mnie wziąść. Ucieszyłam się ,że w końcu wyjdę z tego burdelu. Ale nie, nie... Zabrał mnie do jakiegoś domu, gdzie miał psa. Trochę się pokłóciliśmy, ale ja już chciałam wyjść. Wyszłam tylnym wyjściem, bo przednie były zamknięte. Kiedy postanowiłam wrócić, jakiś młody, chyba 6 miesięcy bo miał 1,28 metra.
- Ja chcę wziąść tego pieska!- wołał
- Ale nie możesz - odpowiedziała mama.
Co mnie ucieszyło, ale ona chyba była mutantem, bo miała 1,94 metra. Wtedy trochę się przestraszyłam...

<Następna część wkrótce!>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz