Formularze wysyłajcie do Horsuś :3 :)
środa, 29 kwietnia 2015
środa, 15 kwietnia 2015
Od Sary cz. 3 "Koniec"
Wiedziałam że ta "Klara" w końcu się dowie, że jestem wilkiem. Zawsze jak jakaś czarna owca c:
Poszłam spać, jej pokój był taki przytulny! Przynajmniej lepszy od tej klatki.
- Będę spać na sofie, tak tu przytulnie! - z rozkoszą już siedziałam na sofie. Trochę się oburzyła. Następnego dnia wymknęłam się i poszłam do moich. Lyra się śmiała, że zamieniłam się w człowieka dla jednej jedynej dziewczyny!!!
Poszłam spać, jej pokój był taki przytulny! Przynajmniej lepszy od tej klatki.
- Będę spać na sofie, tak tu przytulnie! - z rozkoszą już siedziałam na sofie. Trochę się oburzyła. Następnego dnia wymknęłam się i poszłam do moich. Lyra się śmiała, że zamieniłam się w człowieka dla jednej jedynej dziewczyny!!!
Od Ermac'a cz. 1
Mogłem się jednak zaciągnąć do wojska. Nie siedziałbym tu teraz,
otoczony gorącym powietrzem. A jedynym dźwiękiem, który słyszę, jest
warkot zepsutej klimatyzacji. Wolałbym pracować na nocną zmianę, może
nie byłbym skazany na ugotowanie się, siedząc bezczynnie. A pomyśleć, że
lato dobiega już końca...
Co jakiś czas zerkałem na zegar, wyczekując wieczoru. Swoją robotę wykonałem, lecz wyjść wcześniej mi nie pozwolono. No niestety.
Rozejrzałem się po biurze, szukając czegoś, co pozwoli mi choć na chwilę zabić czas. Moją uwagę przykuł duży plakat na drugim końcu pomieszczenia. Znajdowała się na nim skąpo ubrana blondynka. Nie wiedząc czemu, od razu wyciągnąłem mój pistolet i zwróciłem jego lufę w stronę pięknie umalowanej twarzy kobiety. Odbezpieczyłem broń i wystrzeliłem. Metaliczny huk wypełnił mały gabinet, a chwilę później w powietrzu dało się wyczuć dym. Spuściłem wzrok na mojego Desert Eagle, prawdziwą bestię. Palcami przejechałem po jego zdobieniach - złotych pręgach. To cudowne uczucie, trzymać w dłoni coś tak pięknego i potężnego...
Chwilę później spojrzałem ponownie na plakat. Teraz kobieta nie miała oka, lecz tylko dużą dziurę po kuli.
- - -
Zbliżała się północ. Opuściłem biuro i udałem się w kierunku lasu. Noc była podejrzanie cicha, niepokoiło mnie to. Ostrożnie wsunąłem się między drzewa, a następnie zacząłem rozglądać. Upewniwszy się, że nikogo w pobliżu nie ma, przybrałem wilczą postać. Byłem teraz u siebie. Puszcza stała po mojej stronie. Dałem ciału chwilę na przywyknięcie. Nie minęła nawet minuta, i już mogłem gnać do przodu. Poderwałem się więc z miejsca i ruszyłem.
Mniej więcej po pół godzinie dotarłem do końca lasu. Przystałem zdyszany, moje serce biło jak oszalałe. Wyszedłem na polanę. Nagle powiał silny, chłodny wiatr. Niespokojnie muskał moją szorstką sierść. Zacząłem się trząść, potrzebowałem ciepła. Na tej otwartej powierzchni było zbyt chłodno dla mnie. Jednakże nie mogłem się cofnąć. Musiałem w końcu zapoznać się z watahą.
Bez sił znów ruszyłem do przodu. Bacznie oglądałem każde miejsce, w które się udałem. Lecz nie było tam żywej duszy. Wydawało mi się jedynie, że widzę w oddali jakieś cienie. Mój wzrok nie był najlepszy, dominował zaś słuch. Nadstawiłem więc uszy i czekałem. Nic. Słychać było jedynie rozszalałe świszczenie wiatru.
Co mam teraz zrobić?
Co jakiś czas zerkałem na zegar, wyczekując wieczoru. Swoją robotę wykonałem, lecz wyjść wcześniej mi nie pozwolono. No niestety.
Rozejrzałem się po biurze, szukając czegoś, co pozwoli mi choć na chwilę zabić czas. Moją uwagę przykuł duży plakat na drugim końcu pomieszczenia. Znajdowała się na nim skąpo ubrana blondynka. Nie wiedząc czemu, od razu wyciągnąłem mój pistolet i zwróciłem jego lufę w stronę pięknie umalowanej twarzy kobiety. Odbezpieczyłem broń i wystrzeliłem. Metaliczny huk wypełnił mały gabinet, a chwilę później w powietrzu dało się wyczuć dym. Spuściłem wzrok na mojego Desert Eagle, prawdziwą bestię. Palcami przejechałem po jego zdobieniach - złotych pręgach. To cudowne uczucie, trzymać w dłoni coś tak pięknego i potężnego...
Chwilę później spojrzałem ponownie na plakat. Teraz kobieta nie miała oka, lecz tylko dużą dziurę po kuli.
- - -
Zbliżała się północ. Opuściłem biuro i udałem się w kierunku lasu. Noc była podejrzanie cicha, niepokoiło mnie to. Ostrożnie wsunąłem się między drzewa, a następnie zacząłem rozglądać. Upewniwszy się, że nikogo w pobliżu nie ma, przybrałem wilczą postać. Byłem teraz u siebie. Puszcza stała po mojej stronie. Dałem ciału chwilę na przywyknięcie. Nie minęła nawet minuta, i już mogłem gnać do przodu. Poderwałem się więc z miejsca i ruszyłem.
Mniej więcej po pół godzinie dotarłem do końca lasu. Przystałem zdyszany, moje serce biło jak oszalałe. Wyszedłem na polanę. Nagle powiał silny, chłodny wiatr. Niespokojnie muskał moją szorstką sierść. Zacząłem się trząść, potrzebowałem ciepła. Na tej otwartej powierzchni było zbyt chłodno dla mnie. Jednakże nie mogłem się cofnąć. Musiałem w końcu zapoznać się z watahą.
Bez sił znów ruszyłem do przodu. Bacznie oglądałem każde miejsce, w które się udałem. Lecz nie było tam żywej duszy. Wydawało mi się jedynie, że widzę w oddali jakieś cienie. Mój wzrok nie był najlepszy, dominował zaś słuch. Nadstawiłem więc uszy i czekałem. Nic. Słychać było jedynie rozszalałe świszczenie wiatru.
Co mam teraz zrobić?
sobota, 11 kwietnia 2015
Od Sary cz. 2
..., więc szłam dalej do mojej watahy, po drodze spotkałam Cukierka (psa, tak się nazywał) i Okruszka (kota). Wtedy w blasku księżyca zauważyłam piękną dziewczynę.
Wtedy szybko przemieniłam się w człowieka, trochę pogadałyśmy. Powiedziała że nazywa się Klara, odpowiedziałam jej że to bardzo ładne imię, bo dla mnie nawet było ładne. Była już noc, byłam bardzo zmęczona. Zaproponowała mi, że dzisiaj mogę u niej zanocować. Znając Lyrę podążała za mną, w postaci wilka. Śmiała się, nawet nie wiem z czego....
<3 część wkrótce!>
Wtedy szybko przemieniłam się w człowieka, trochę pogadałyśmy. Powiedziała że nazywa się Klara, odpowiedziałam jej że to bardzo ładne imię, bo dla mnie nawet było ładne. Była już noc, byłam bardzo zmęczona. Zaproponowała mi, że dzisiaj mogę u niej zanocować. Znając Lyrę podążała za mną, w postaci wilka. Śmiała się, nawet nie wiem z czego....
<3 część wkrótce!>
poniedziałek, 6 kwietnia 2015
Od Sary Cz. 1
Idąc przez las, zauważyłam miasto. Oczywiście z ciekawości tam poleciałam.
- To chyba jakiś akademik czy coś w tym stylu. - przyznałam z ciekawością
Leciałam dalej, nic mnie tak nie poruszyło, co teraz. Zauważyłam, że ktoś mnie chwycił za szyję, to było potworne. Jednak kiedy się otrząsnęłam, byłam w klatce, a z ust człowieka usłyszałam :
- To jest jakieś dziwne zwierze, skrzydła ma.
Trochę mnie to poruszyło, więc zaczęłam się wyrywać, nie zważając na nic, co teraz się wydarzy. Jakiś gruby człowiek zaczął się do mnie dobierać. Oczywiście go pacnęłam i sobie poszedł. Coś mamrotał pod nosem, ale ja na to nie zważałam. Następnego dnia, oczywiście się to powtórzyło, lecz był to milszy pan od tego poprzedniego,powiedział, że chce mnie wziąść. Ucieszyłam się ,że w końcu wyjdę z tego burdelu. Ale nie, nie... Zabrał mnie do jakiegoś domu, gdzie miał psa. Trochę się pokłóciliśmy, ale ja już chciałam wyjść. Wyszłam tylnym wyjściem, bo przednie były zamknięte. Kiedy postanowiłam wrócić, jakiś młody, chyba 6 miesięcy bo miał 1,28 metra.
- Ja chcę wziąść tego pieska!- wołał
- Ale nie możesz - odpowiedziała mama.
Co mnie ucieszyło, ale ona chyba była mutantem, bo miała 1,94 metra. Wtedy trochę się przestraszyłam...
<Następna część wkrótce!>
- To chyba jakiś akademik czy coś w tym stylu. - przyznałam z ciekawością
Leciałam dalej, nic mnie tak nie poruszyło, co teraz. Zauważyłam, że ktoś mnie chwycił za szyję, to było potworne. Jednak kiedy się otrząsnęłam, byłam w klatce, a z ust człowieka usłyszałam :
- To jest jakieś dziwne zwierze, skrzydła ma.
Trochę mnie to poruszyło, więc zaczęłam się wyrywać, nie zważając na nic, co teraz się wydarzy. Jakiś gruby człowiek zaczął się do mnie dobierać. Oczywiście go pacnęłam i sobie poszedł. Coś mamrotał pod nosem, ale ja na to nie zważałam. Następnego dnia, oczywiście się to powtórzyło, lecz był to milszy pan od tego poprzedniego,powiedział, że chce mnie wziąść. Ucieszyłam się ,że w końcu wyjdę z tego burdelu. Ale nie, nie... Zabrał mnie do jakiegoś domu, gdzie miał psa. Trochę się pokłóciliśmy, ale ja już chciałam wyjść. Wyszłam tylnym wyjściem, bo przednie były zamknięte. Kiedy postanowiłam wrócić, jakiś młody, chyba 6 miesięcy bo miał 1,28 metra.
- Ja chcę wziąść tego pieska!- wołał
- Ale nie możesz - odpowiedziała mama.
Co mnie ucieszyło, ale ona chyba była mutantem, bo miała 1,94 metra. Wtedy trochę się przestraszyłam...
<Następna część wkrótce!>
Od Lyra CD Faust
Spojrzałam na basiora z zaciekawieniem i lekkim strachem. Nie był to
pierwszy wilk czytający w myślach jakiego spotkałam; z jednym się
wychowywałam. Żyjąc z nim musiałam nauczyć się blokady myśli, jednak
dziś z jakiegoś powodu nie chciałam jej użyć. W głębi serca bardzo mnie
to zdziwiło. W końcu nie znałam wilka, który stał przede mną.
- Jak się nazywasz? - zapytałam. - Moje imię znając życie znasz.
- Mówią mi Faust. Długo tu stałaś?
- Przecież możesz sprawdzić.
Uśmiechnął się.
- Zawsze lepiej zapytać.
Całkiem niezły - pomyślałam z niesmakiem, jak najlepiej ukrywając te myśl.
- Więc?
- Niezbyt. Jakoś z kilka minut temu. No i nie od razu cię zauważyłam.
Pokiwał głową i rozejrzał się. Ja natomiast miałam czas żeby się mu przyjrzeć. Miał grubą (pewnie) miękką sierść, poza tym piękne bursztynowe oczy.
- Długo tu mieszkasz? - powiedziałam znienacka.
<Faust?>
- Jak się nazywasz? - zapytałam. - Moje imię znając życie znasz.
- Mówią mi Faust. Długo tu stałaś?
- Przecież możesz sprawdzić.
Uśmiechnął się.
- Zawsze lepiej zapytać.
Całkiem niezły - pomyślałam z niesmakiem, jak najlepiej ukrywając te myśl.
- Więc?
- Niezbyt. Jakoś z kilka minut temu. No i nie od razu cię zauważyłam.
Pokiwał głową i rozejrzał się. Ja natomiast miałam czas żeby się mu przyjrzeć. Miał grubą (pewnie) miękką sierść, poza tym piękne bursztynowe oczy.
- Długo tu mieszkasz? - powiedziałam znienacka.
<Faust?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)